Niech żyje snobizm! - Kazimierz Gołba

Niech żyje snobizm!
Niech żyje snobizm! - Kazimierz Gołba.
Źródło: Gość Niedzielny, 1947, R. 20, nr 29.
Wersję cyfrową przygotował: Czesław Mnich.



     Określenie to utrwaliło się w naszym języku literackim głównie dzięki Żeromskiemu, który - jak wiadomo - napisał małą rozprawkę pt. "Snobizm i postęp". Jest to określenie kulturalne i podobno delikatne. Oznacza zaś wszechwładną bzdurę, która zaciążyła nie tylko na życiu jednostek, lecz także całych narodów i państw. Jakiś mędrzec powiedział, że w mniejszym lub większym stopniu snobami jesteśmy wszyscy. Bo niemal każdy z nas spełnia w swym życiu szereg niepotrzebnych nikomu i zwykle niedorzecznych czynności dlatego tylko, że ubzdurał sobie, iż czynić tak wypada, bo tak czynią inni, bo tak każe stary zwyczaj lub bieżąca moda. Żadna epidemia nie szerzy się tak szybko i nie trzyma się tak uporczywie, jak ów - delikatnie nazwany - snobizm. Dobrze, jeśli jest on tylko nieszkodliwą zabawą - gorzej, gdy przynosi szkody nie tylko danemu snobowi, lecz i jego społeczeństwu, bo tak najczęściej się zdarza.

     Najbardziej ulegają snobizmowi głowy słabe, to jest takie, którym brak oleju. W miarę, jak oleju przybywa, podatność na snobizm wyraźnie maleje, choć nie zanika zupełnie. Najbardziej sprzyjają snobizmowi: próżniactwo i bogactwo. Pochłania on bowiem dużo czasu i dużo pieniędzy.

     Żeby nie być gołosłownym i ogólnikowym, spróbuję przedstawić Czytelnikom szeroki wachlarz przykładów, jakie zaobserwowałem w różnych dziedzinach życia prywatnego i zbiorowego. Pozwoli to uchwycić nam snobizm w różnych jego odcieniach i przejawach.

     Podczas mojej podróży po Włoszech (przed wojną) spotkałem tam żonę bogatego fabrykanta czekolady z Warszawy. Pani tej nic na świecie nie interesowało poza wystawami sklepów i wieczornymi dancingami. Mimo to włóczyła się z miną męczeńską i znudzoną po wszystkich kościołach i muzeach. Gdy ją zapytałem, dlaczego tyle zadaje sobie trudu, czekoladniczka spojrzała na mnie jak na człowieka, który ma źle w głowie: - To pan nie wie, że będą mnie pytać w Warszawe, gdzie byłam? Muszę im coś odpowiedzieć...

     Inny przykład: U moich sąsiadów zachorował nagle syn, który świeżo zdał maturę. Objawy silnych zaburzeń wewnętrznych wystąpiły zaraz po jego powrocie z pomaturycznego bankietu. Matka jego zaklinała się, że zasłabnięcie nie ma z tym żadnego związku, bo syn jej jako harcerz nie pił i nie palił. Gdy sam odwiedziłem chłopaka, przyznał się od razu: - Koledzy śmiali się ze mnie, że nie jestem prawdziwym mężczyzną. Musiałem więc wypić i brrr... zapalić pierwszy raz w życiu...

     A słyszeliście Państwo coś o wiejskich weselach? Każdy chłop, choćby najbiedniejszy, uważa za punkt honoru córkę swoją wydać za mąż z takim hałasem, żeby cała wieś miała o czym gadać i dziadostwa mu nie wytknęła. Mniejsza, że na ten cel pójdzie kilkuletni dorobek - że z braku gotówki sprzeda się wieprzka lub krowę - dobrze, jeśli nie uszczupli się gruntu! Mniejsza, że starzy i młodzi przez szereg lat będą odrabiali długi i cierpieli niedostatek! Snobizm każe zrobić takie właśnie weselisko. Zresztą - nie tylko na wsi...

     A może chcecie poznać snobów z nazwiska? Nie ma nic łatwiejszego. Ci ludzie wszędzie zostawią za sobą ślady. Gdy podczas letnich wywczasów odwiedzicie schroniska i szałasy w Tatrach, Beskidach czy Sudetach, rzućcie bacznym okiem wokoło. Na ścianach, drzwiach, ławkach i stołach ujrzycie setki i tysiące podpisów ołówkowych, atramentowych, smołowych, maziowych, wreszcie wystruganych kozikiem, czy wyrąbanych siekierą. Są to nazwiska snobów umieszczone tam bezkarnie, bez zapłacenia grzywny, bez otrzymania nawet zasłużonej chłosty.

     Kto nie wyjeżdża nigdzie, może poznać snobów we własnym mieszkaniu. Niech tylko nastawi swój radio-odbiornik na stację katowicką i posłucha tzw. „Koncertu życzeń"!

     „Hallo! Durnawa Dolna! Pani Rozalinda Bumcyk. Najukochańszej małżonce i mateczce serdeczne życzenia imieninowe zasyłają kochający mąż z córkami Dzidką, Kitką i Fitką. Do życzeń przyłącza się ktoś. Zgadnij, kto? Posłuchaj ulubionego walczyka!"

     Walczyk nie zjawia się zaraz, ale to nie szkodzi. Radio traktuje snobów hurtownie. Spiker czyta jeszcze dziesięć podobnych życzeń, zakończonych identyczną zapowiedzią. Okazuje się, że „ulubiony walczyk" dla wszystkich jest ten sam. I za to płacą snoby ciężkie pieniądze!

     Najwięcej pola do popisu ma snobizm w trzech dziedzinach: modzie kobiecej, sporcie i tzw. patriotycznej tramtadracji, gdzie prowadzi do zupełnego zaniku samokrytycyzmu i wywołuje najbardziej niedorzeczne wyskoki.

     Estetyczne pojęcie piękna jest - jak wiadomo - stałe i niezmienne. Natomiast według mody piękne (w znaczeniu: ładne) jest tylko to, co w danej chwili uchodzi za modne. Co dziś jest przedmiotem bezmyślnego zachwytu jako „ostatni krzyk" - to samo będzie jutro przedmiotem drwin i wzgardy jako już „niemodne". Piękno mody jest właśnie typowym pięknem snobów.

     Wszyscy wiedzą, że sport wyrabia tężyznę fizyczną społeczeństw i przeciw temu nikt nie ma zastrzeżeń. Natomiast snobizm hula na całego, gdy chodzi o rekordy. Ambicje poszczególnych klubów, ba! całych narodów i państw prześcigają się w tym kierunku. Żeby u zawodnika, który biega na 100 metrów, uzyskać wynik o ułamek sekundy lepszy, wydaje się olbrzymie sumy na trenerów, masażystów, czekoladę i inne środki wzmacniające. Utrzymanie rekordzistów w „dobrej formie", kosztuje tyle, co utrzymanie kilku akademików na studiach. A ile pochłaniają srebrne puchary i inne nagrody sportowe? Jaką korzyść ma nasze społeczeństwo z rekordu? Czy tężyzna fizyczna mas przez to się podniesie? Przeciwnie, sam zawodnik, ćwicząc nadmiernie mięśnie, dochodzi do zwyrodnienia własnego serca i płuc.

     Najgroźniejszy bodaj jest snobizm w postaci „hurra-patriotyzmu". Dopóki ogranicza się on do jałowej i nudnej gadaniny obchodowej wobec tłumu, który udaje, że słucha, a potem wzniesie kilka anemicznych okrzyków (bo tak wypada!) - nie jest on szkodliwy. Gorzej jednak, gdy uda mu się wbić społeczeństwo w fałszywą dumę i zuchwałą pewność siebie. Wszyscy pamiętamy hasło: „Silni, zwarci, gotowi!", które uśpiło naród i doprowadziło go do katastrofy.

     Snobizm „hurra-patriotyczny" każe danej jednostce uważać się za lepszego Polaka, niż inni. Do dziś jeszcze rozpierają się tacy właśnie łokciami, uważając Ślązaków za Polaków drugiej klasy, jeśli już wprost nie za Niemców. Snobem jest każdy szabrownik, który twierdzi, że Polskę na Zachodzie buduje.

     Na tym kończę swój wywód, choć przykłady i komentarze mnożyć można dalej bez końca. Bo snobizm jest jak morze. Pochłania wszystko i wszystkich, co mu nie stawiają oporu.

             Kazimierz Gołba

Źródło: Gość Niedzielny