Nocne spotkania z liryką wschodu - Mirosław Kraszkiewicz

Nocne spotkania z liryką wschodu
Nocne spotkania z liryką wschodu - Mirosław Kraszkiewicz.
Źródo: Trybuna Robotnicza 1960, nr 126 - Nocne spotkania z liryką wschodu.
Wersję cyfrową przygotował: Czesław Mnich.



     70-lecie wybitnego śląskiego poligloty

     Dowiedziałem się, że najstosowniejszą porą przeprowadzenia tej rozmowy będą godziny południowe. Gdy o dwunastej zapukałem do drzwi mieszkania znanego śląskiego poligloty i jednego z nielicznych polskich sinologów prof. Jana Wyplera, gospodarz przyjął mnie w stroju porannym. Sprawdziwszy kto zacz, serdecznie zaprosił w głąb domu i pośpieszył z wyjaśnieniem: - Ja, proszę pana, najbardziej lubię pracować nocą. Spokój wtedy, cisza... Dlatego też wstaję później. Stąd te moje szaty.

     Pokój, do którego mnie wprowadzono nasycony jest zapachem starych książek. Zapełniają one liczne półki, szafę, a nawet staroświecki kredens. Na rozłożystym stole znów książki, zadrukowane wielojęzycznie pożółkłe karty, arkusze z notatkami... Wokół pełno osobliwości, jakieś ryciny chińskie, jakieś tajemnicze figurki, czarny rozpięty parasol(?) Dziwne to mieszkanie... Przepojone atmosferą zadumy, oderwane od krzykliwej doczesności (chociaż niezupełnie! - to radio u sąsiadów!).

     Sam gospodarz też jest oryginałem. W tym wzruszającym romantycznym znaczeniu. Rozmawia ze mną tak, jak byśmy się znali od wielu lat, zasypuje uwagami erudyty i wyraźnie zmierza do polemiki, tak jak bym był równorzędnym partnerem. Nagle mój rozmówca z okrzykiem: kartofle! drepcze do kuchni i stamtąd dobiegają mnie wzburzone wyjaśnienia: - Rozgotowały się! A myśmy sobie tak spokojnie dyskutowali...

     Po dłuższej chwili kontynuujemy rozmowę. - Chciałbym panu profesorowi złożyć serdeczne życzenia z okazji rocznicy Jego niedawnych urodzin. - No tak, skończyłem właśnie siedemdziesiąt lat. Dziumu - jak mówią Chińczycy. „Zbliżam się do drzewa"... To jest takie powiedzenie oznaczające schyłek ludzkiego żywota.

     Mimo swych siedemdziesięciu lat prof. Wypler wygląda nader rześko. Ma rumianą twarz; bystre oczy, jego żywa gestykulacja i swada zaprzeczają wyraźnie owemu „zbliżaniu się do drzewa".

     Jan Wypler poznał biegle 20 języków. Dwadzieścia - zapamiętajcie to sobie młodzieniaszkowie, którzy drżycie przed klasówką z francuskiego czy angielskiego. Czyta zaś prof. Wypler książki w blisko czterdziestu językach. Zna języki starogermańskie, przypominające jak twierdzi swym dźwiękiem muzykę Bacha, zgłębił język starobułgarski, który jest według niego ojcem języków słowiańskich, nauczył się perskiego, sanskrytu, języków semickich, języka chińskiego, bardzo trudnego z uwagi na obrazkowe pismo i mnogość dialektów. Obecnie prof. Wypler czyta Koran w oryginalnym arabskim wydaniu. Informując o tym, mój rozmówca gładzi grzbiet trzymanej w ręku książki.

Jan Wypler


- Co jest pana szczególną pasją? - Oczywiście język chiński. Przetłumaczyłem około tysiąca utworów liryki starochińskiej jak również wiele prozy. Niestety tylko znikoma część moich tłumaczeń została ogłoszona drukiem. Mówią mi, że te tłumaczenia są deficytowe, że nie opłaca się ich wydawać. A przecież tyle wydaje się u nas różnej szmiry. Pragnąłbym, aby moje tłumaczenia ukazały się chociaż w jakimś bardzo maleńkim nakładzie.

     Prof. Wypler przetłumaczył na niemiecki wiele utworów Słowackiego, Wyspiańskiego, Kasprowicza, Orkana, Staffa... - Orkana i Kasprowicza znałem osobiście. Byłem nawet z nimi zaprzyjaźniony - mówi profesor. - Wymienialiśmy korespondencję. To byli ludzie o niepospolitym osobistym uroku. Nie tylko wielcy pisarstwem.

     Mój rozmówca napisał szereg rozpraw poświęconych m. in. psychologii języka, szereg prac lingwistyczno - naukowych. Naprawdę warto by się zatroszczyć, aby dorobek Jana Wyplera nie uległ zmarnotrawieniu. Cenne rękopisy profesora spoczywają bezużytecznie na półkach jego mieszkania. Ktoś powinien się nimi zaopiekować. Trzeba również zaopiekować się samym profesorem. Jego mieszkanie, jak również i cały dom naruszone jest „zębem czasu". Wygląda wprost opłakanie. Chyba prof. Wypler pracą swego długiego życia (oby było jak najdłuższe) zasłużył na wygodne mieszkanie w nowym budownictwie. Jan Wypler nie ma nawet maszyny do pisania, o której marzy.

     Być może ktoś inny na miejscu profesora potrafiłby wykorzystać swe zasługi i domagałby się wszelkimi sposobami poprawy swych warunków bytowych. Lecz profesor Wypler jest cichy i skromny, świata nie widzi poza swoimi książkami. I nie ma po prostu czasu na owe „przyziemne sprawy". Ktoś więc powinien to za niego zrobić.

             Mirosław Kraszkiewicz

Źródło: Trybuna Robotnicza