Snobizm i nie snobizm - Kazimierz Gołba

Snobizm i nie snobizm
Snobizm i nie snobizm - Kazimierz Gołba.
Źródło: Gość Niedzielny, 1947, R. 20, nr 34.
Wersję cyfrową przygotował: Czesław Mnich.



     Artykuł mój „Niech żyje snobizm!", zamieszczony w „Gościu Niedzielnym" z 20 lipca, nie miał jakoś szczęścia. Naprzód dlatego, że ukazał się w oszczędnościowym numerze 4-stronicowym i uległ niezbyt szczęśliwemu skróceniu o jedną trzecią. A następnie dlatego, że nie podobał się niektórym Czytelnikom nie-śląskiego pochodzenia, którzy nadesłali mi swoje uwagi listowne.

     Wydawało mi się, że piszę dość jasno, określając snobizm jako bezmyślne hołdowanie bzdurze, naśladowanie tego, co czynią inni, w imię jakiegoś „wypada" - z obawy, by w oczach tych ludzi nie uchodzić za kogoś gorszego. Podałem na to szereg przykładów, z których część musiała być w druku pominięta, i sądziłem, że intencje moje są dla wszystkich zrozumiałe.

     Okazało się jednak, że tak nie jest. Moi krytycy połączyli pojęcie snobizmu z jednym tylko zdaniem, wstawionym nawiasowo, które zarzucało tzw. „hurra-patriotom", że widzą w Ślązakach Polaków drugiej klasy, albo po prostu - Niemców. Jeden z tych specjalistów pomieszał do tego stopnia te dwie różne sprawy, że uważa za twórców snobizmu - Ślązaków, ponieważ oni... chwalą wszystko u Niemców, a polskie porządki krytykują. Czy to jest snobizm? Niech-że się trochę ten pan zastanowi, jak wielkie palnął głupstwo!

     W ten jednak sposób ze snobizmu wyłoniła się sprawa, która ze snobizmem nic nie ma wspólnego. Sprawa bolesna i przykra, bo wciąż do niej trzeba wracać, choć wielekroć już była poruszana. Mam nadzieję, że tym razem dotknę jej już po raz ostatni, ale darujcie mi, że uczynię to w sposób radykalny.

     Jako przybysz na ziemi śląskiej odpowiem przybyszom:
1. fryzjerowi z Zagłębia Dąbrowskiego, który dowodzi mi, że Ślązacy nie są Polakami, ponieważ majstrowie ze Śląska znęcali się podczas okupacji nad polskim robotnikiem w „GG"; ponieważ jacyś kupcy ze Śląska zrobili awanturę w Modrzejowie czy Niwce; ponieważ chętnie używają niemczyzny i mają niepolski akcent.
2. obywatelowi, który nazwał siebie „Antkiem z Latawic Wielkich" - a słyszał, jak w tramwaju jakiś „Ślązak" wyraził się plugawie o Polakach, a inny chwalił gdzieś Niemców i zapowiadał ich powrót.
3. pani Danucie z Sosnowca, którą „Ślązaczka" skrzywdziła w tamtejszym „Arbeitsamcie", wysyłając ją na roboty do Rzeszy.
4. Bęcwałom, którzy pozwalając sobie na wybryki słowne, nie mieli odwagi się podpisać.
5. wszystkim, którzy myślą podobnie i podobnych szukają argumentów.

     Przytaczane przez krytyków przykłady nie wnoszą nic nowego. Są powszechnie znane i ja sam mógłbym wzbogacić znacznie ich rejestr. Ale przykłady te dotyczą Niemców, względnie renegatów. Jaskrawym tego dowodem jest urywek rozmowy w języku niemieckim, podsłuchanej i przytoczonej (z błędami!) przez obywatela z Latawic, w której rzekomi „Ślązacy" cieszyli się, że przy ponownym powrocie Niemców będą mogli traktować „goroli" jako wiecznych niewolników. - Obywatelu z Latawic! Tak mógł mówić tylko Niemiec-hakatysta, Prusak z „Herrenvolku", któremu udało się pozostać w Polsce pod maską Ślązaka. Ślązak zaś, który przez 600 lat był zawsze rządzonym, a nigdy rządzącym, nie zdradza takiej żądzy deptania drugich.

     Nie wiem, jak dawno moi krytycy osiedlili się tutaj i jak głęboko sięga ich znajomość Śląska i Ślązaków. Ja przybyłem tu przed 21 laty i to przybyłem - z sercem. Miałem świadomość, że Ślązak według mnie będzie sobie urabiał sąd o Polsce, a Polska musi przytulić go jak matka - nie macocha. Przybyłem szukać tu Polaków - nie Niemców! Przez 21 lat uczyłem się Śląska i Ślązaków i uczę się do dziś. Przeorałem 600-letnie dzieje krzywdy śląskiej, tragedię ludu odciętego od Polski, a dążącego ku Niej wbrew dynastycznym szacherkom Jagiellonów i Wazów.

     Czy panowie krytycy wiedzą o tym, że król polski Zygmunt III uwięzić kazał posłów śląskich, błagających go o przyłączenie do Polski, a potem ich wydał - Habsburgom?

     Albo, że lud śląski w latach 1763-1811 sześciokrotnie zrywał się do powstań przeciwko rządom pruskim?

     Czy słyszeli, że przed 100 laty dokonało się samorzutnie wspaniałe przebudzenie świadomości narodowej tego ludu, choć Polski wówczas nawet na mapie nie było i nikt z przybyszów do tego mu nie dopomógł? Że było to zjawisko jedyne w dziejach Europy?

     Że w powstaniu styczniowym (1863 r.) bili się już ochotnicy ze Śląska?

     Że nawet kanclerz Bismarck nie umiał dać sobie rady z rosnącym jak powódź ruchem polskim na Śląsku?

     A czy znają krytycy dzieje trzech powstań z lat 1919-1921? Że na 40 tysięcy ochotników tylko jeden tysiąc przybył spoza Śląska?

     A czy pamiętają, że we wrześniu 1939 r. Śląsk był (poza Warszawą!) jedyną ziemią Polski, którą broniła przed potęgą Hitlera miejscowa ludność cywilna po ucieczce „goroli", a nawet po wycofaniu się wojsk polskich?

     (Przypomni im to moja książka, która wyjdzie z druku w najbliższym czasie pt. „Wieża spadochronowa".)

     Czy słyszeli o udziale batalionów śląskich w obronie Warszawy w 1939 r., a potem w powstaniu 1944 r.?

     Czy wiedzą, że pierwszą gazetkę podziemną w Warszawie wydali w 1939 r. Ślązacy?

     Albo, że w latach 1939-40 Śląsk był terenem najliczniejszych egzekucji i że pierwszymi więźniami Oświęcimia również byli Ślązacy?

     Że na 41 tysięcy wcielonych przemocą do armii niemieckiej Ślązaków do 1 października 1941 r. zaledwie 815 miało podpisaną „Volkslistę"?

     Że w lasach śląskich 15 tysięcy partyzantów tworzyło armię podziemną?

     Że świadectwo polskości dał Śląskowi sam gauleiter Bracht i tajne akta Gestapo?

     Dlatego, moi krytycy, nazwa Ślązak oznacza u mnie zawsze i wyłącznie Polaka, urodzonego na Śląsku z rodu osiadłego tu od wieków, choćby nawet dziś jeszcze pełnej świadomości narodowej nie posiadał. Niemców śląskich spod nazwy tej wykluczam.

     Wojciech Korfanty, największy syn tej ziemi, doszukiwał się polskości nawet w tych Ślązakach, którzy wcale mowy polskiej nie znali. Jego słynna odezwa wyborcza „An die deutsch sprechenden Polen" („Do Polaków mówiących po niemiecku") jest najlepszym tego wyrazem.

     Ślązak bowiem nie ma nic z „hurra-patriotycznego" snobizmu i hałaśliwej tromtadracji. Nie wrzeszczy, że jest Polakiem, ale polskość jego, przez wieki w piersi zamknięta, tkwi w głębokich pokładach jego duszy.

     Dlatego Ślązak musi słyszeć od braci z innych dzielnic, że jest Polakiem - wartościowym i dobrym. A on słyszy zbyt często, że jest Polakiem drugiej klasy, lub po prostu - Niemcem! Czy nie sądzicie, że w ten sposób odpychacie tych ludzi od Polski i zmuszacie ich do uwierzenia, że są - naprawdę Niemcami? Że takim postępowaniem szkodzicie sprawie narodowej na Śląsku?

     Smutnym następstwem takiego stanowiska jest obawa Ślązaków przed kształceniem swej młodzieży na wyższych uczelniach poza Śląskiem, a tym samym niebezpieczna rezygnacja z należnego im udziału w życiu kulturalnym i politycznym całego narodu polskiego. Jedynie ktoś bardzo krótkowzroczny mógłby z tego objawu się cieszyć. Bo w Polsce dzisiejszej na taki separatyzm dzielnicowy miejsca już nie ma.

     Od 21 lat żyję z Ślązakami w niczym nie zmąconej przyjaźni. Od robotnika do inteligenta i chłopa! Za jedno serce dają mi dwa! Są wdzięczni za to, że widzę w nich dobre strony, których mają tak wiele, i dźwigam ich na duchu. Nikt też na Śląsku nie nazywa mnie - „gorolem"!

     A wy, krytycy, szukacie ciągle zła i obniżacie samopoczucie tych ludzi! Pamiętacie im tylko, że ich dzieci dostały czasem na kartki niemieckie - pomarańcze! Wytykacie im, co polskiej nie znali szkoły, niepolskie słowa i akcent! A nie razi was, że nawet polski nauczyciel, w polskiej szkole, uczy dzieci nazywać polski ziemniak - „kartoflem"?

     Jednocześnie żądacie ode mnie odpowiedzi - kto winien: Ślązak - czy „gorol"?

     Więc odpowiadam: winne są obie strony, że się nie zrozumiały wzajemnie, lecz strona pokrzywdzona jest jedna.

     Do roku 1922 nie było problemu „goroli" na Śląsku. Powstał on wtedy, gdy przybysze objęli wszystkie kluczowe pozycje w administracji śląskiej, nie ruszając jednak z przemysłu niemieckich dyrektorów. Ślązak doczekał się wówczas wyzwolenia, by znowu być tylko - rządzonym.

     Dlatego nie może być kompromisu między mną a wami, krytycy! Zwalczam was jako szkodników sprawy polskiej na Śląsku, bo wy stwarzacie tu Niemców! Nie wzruszy mnie najstraszliwsza makabra przytaczanych przez was przykładów. Na każdy wasz - zły - mam dziesiątki dobrych. W walce na argumenty - przegracie!

     A co do krokodylich łez - o których pisze mi jakiś bęcwal, sam udający Ślązaka wśród Ślązaków - to wylewajcie je nad sobą! Ślązacy ich nie potrzebują.

     Oszczędźcie sobie trudu pisania do mnie listów, bo takie nie będą więcej czytane do końca. Wrzucę je tam, gdzie jest właściwe ich miejsce. Do pieca!

             Kazimierz Gołba

Źródło: Gość Niedzielny