Wspominając Jana Wyplera - Aleksander Widera

Wspominając Jana Wyplera
Wspominając Jana Wyplera, Aleksander Widera.
Źródło: Śląsk 2000, R. 6, nr 4 s.21 - Wspominając Jana Wyplera.
Wersję cyfrową przygotował: Czesław Mnich.



     Wspominając Jana Wyplera (1890-1965) - nauczyciela gimnazjalnego, tłumacza wielu autorów polskich na język niemiecki, działacza plebiscytowego i patriotycznego w latach dwudziestych, autora m.in. ważkiej i jedynej w swoim rodzaju pracy heraldycznej i wreszcie sinologa, by ograniczyć się tylko do tych kilku wymienionych specjalności - pragnę zaraz na wstępie wyznać z pewną dumą, że nie ma chyba nikogo, kto by tyle czasu spędził w obcowaniu z tym niezwykłym człowiekiem, jak poczynając od lat trzydziestych po schyłkowe lata jego życia - właśnie ja, ongiś uczeń, potem zaprzyjaźniony z nim współpracownik i wreszcie jego biograf i propagator jego jakże zróżnicowanej twórczości.

     Tym moim nader częstym kontaktom z Janem Wyplerem sprzyjały takie okoliczności, jak choćby to, że wracając z Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach, gdzie pracowałem, przechodziłem bardzo blisko jego mieszkania przy ul. Dąbrowskiego 3. No i prawie zawsze wstępowałem do niego. A że był on nadzwyczajnym gadułą (w najlepszym tego słowa znaczeniu), lubiliśmy ze sobą rozmawiać. Z tym że on, jako człowiek o 27 lat starszy ode mnie i absolwent czterech fakultetów na uczelniach niemieckich (filozofia, germanistyka, romanistyka i slawistyka) dzielił się ze mną swą wielce zróżnicowaną wiedzą, a ja chłonąłem jego uczone gadulstwo z wielkim dla siebie pożytkiem aż do czasu jego wyprowadzenia się z mieszkania przy ul. Dąbrowskiego na Koszutkę. Gdzie nota bene nigdy u niego nie byłem. Musiały mi wystarczyć dotychczasowe wizyty w oficynie przy Dąbrowskiego z widokiem na podwórze i przeciwległe okno z ciekawskimi dzieciakami i przygodnymi intruzami, od których odgradzał się usytuowanym na obszernym stole, otwartym parasolem (firanek nie miał). Ten rozległy stół był dla niego bardziej funkcjonalny niż byłoby biurko.

Jan Wypler Jan Wypler urodził się 14 maja 1890 roku w Kochłowicach, zmarł w wigilię 1965 roku. 23 grudnia był u swoich krewnych w Katowicach-Ligocie. Tam zasłabł i został przewieziony do szpitala w Bogucicach, gdzie nazajutrz zmarł. Przemawiałem nad jego trumną w przeddzień pogrzebu w tamtejszej kostnicy. Spośród profesorów gimnazjum był tam - jak zapamiętałem - nasz nauczyciel fizyki, potem także i propedeutyki filozofii - Andrzej Tylek. Po pożegnaniu w kostnicy, kilku z nas udało się do kawiarni - nie pamiętam już gdzie - chyba gdzieś przy ul. Ligonia czy Wojewódzkiej, by o nim jeszcze trochę porozmawiać, rzewnie go powspominać. Z tych kilku osób, którzyśmy tam byli, zapamiętałem mecenasa Kleczkę. Mówiło się o tym, że krótko przed swą śmiercią J. Wypler został pobity przez chuliganów. Bodajże w barze. Podobno stanął w obronie jakiejś słusznej sprawy. Ale dokładnie już nie pamiętam. Spełniając ostatnią wolę zmarłego pochowano go w Kochłowicach. 14 maja 1986 roku (czyli w 96 rocznicę jego urodzin) nadano jego imię Szkole Podstawowej nr 2 na Bykowinie.

     Jednym z powodów do chluby jest dla Jana Wyplera jego działalność translatorska. Przekłady ze staropolskiej, klasycznej, romantycznej i modernistycznej literatury narodowej na niemiecki zamieszczane były głównie na łamach plebiscytowego czasopisma „Most - Die Brücke", redagowanego w dwóch językach - polskim i niemieckim. Kiedy katowickiemu działaczowi niemiecko-polskiego pojednania, panu Dietmarowi Brehmerowi, wspomniałem kiedyś, że w latach dwudziestych wydawane było takie właśnie dwujęzyczne pismo, powiedział mi, że byłby swój periodyk także nazwał „Die Brücke - Most", a nie „Hoffnung".

     Z późniejszych czasopism, które drukowały przekłady utworów poetów polskich na niemiecki, szczególne zasługi w tym względzie mają wydawane przez Hermanna Buddensiega w Heidelbergu „Mickiewicz - Blätter". Warto tu przypomnieć drukowane w tym piśmie w latach po drugiej wojnie światowej przekłady polskiej poezji okupacyjnej, oraz przedruk z opublikowanego na tzw. „roła-princie" utworu Stanisława Wyspiańskiego „Sędziowie" - „Die Richter" (nr 27).

     Pierwodruk przekładu „Die Richter" ukazał się w typowej także i w odniesieniu do innych tłumaczeń Wyplera szacie graficznej, wzorowanej na wydawnictwach chińskich (1937). Identycznie wydane zostało tłumaczenie „Hymnów" Kasprowicza (1938, 1939). Z innych tłumaczeń wymieńmy jeszcze: powieść Władysława Orkana „Pomór" („Das grosse Sterben"), utwory Juliusza Słowackiego „Mnich" („Der Münch") i „Anhelli" (opublikowane w roku 1923).

     W przełomowym roku 1936, kiedy Jan Wypler pod wpływem Domana Wielucha zainteresował się literaturą chińską, nic potem w tym stopniu nie absorbowało tego niezwykłego kochłowiczanina, co właśnie ona. I tak w roku 1937 nakładem dwutygodnika „Kuźnica" w Katowicach ukazały się „Myśli wybrane" filozofa chińskiego Czuang-dze (Czuang-Czu), opatrzone niemieckojęzyczną rozprawką krytyczną. W roku 1939 opublikował Wypler w miesięczniku „Fantanna" artykuł o słowniku Domana Wielucha oraz rozprawkę o paradoksalnie brzmiącym tytule „Jak można łatwo nauczyć się po chińsku". Potem zjawiło się jeszcze zainteresowanie językiem i poezją japońską, przy równoległej pracy nad przekładami z chińskiego. Dramat Li Hsing Tao „Koło kredowe" znany raczej z przeróbki Klabunda, aniżeli z oryginału, doczekał się np. wystawienia w Teatrze Młodego Widza w Krakowie (1950). Ukoronowaniem zaś działalności translatorskiej z języka chińskiego jest wydany w roku 1958 nakładem Wydawnictwa „Śląsk" zbiór pt. „Małżonek nikczemny i inne opowiadania chińskie". Po drodze do tej koronnej edycji opublikował jednak Wypler sporo zbiorów poetyckich, przy których adaptacji poetyckiej współpracowali poeci katowiccy (A. Baumgardten", E. Imiela, W. Szewczyk, A. Widera).

     A jaki był Jan Wypler jako pedagog? I tu trzeba stwierdzić, że praca tego wybitnego twórcy w gimnazjach katowickim i mysłowickim to było dla niego poniekąd „zło konieczne". Swoim ustawicznym zamyśleniem budził on często zabawę i kpiny młodzieży szkolnej. Pamiętam, że kiedyś uczestniczyłem w spotkaniu literackim w gimnazjum mysłowickim, w którym prof. Wypler uczył. Byliśmy tam razem z kolegą Szewczykiem. Ja miałem zaszczyt - jako zresztą współautor niektórych przekładów Jana Wyplera - czytać czy recytować wiersze poetów chińskich, przy których tłumaczeniu jako poeta współpracowałem. Prof. Wypler był trochę dziwakiem i młodzież czasem płatała mu różne figle. Jeden z utworów, które wówczas prezentowałem uczniom mysłowickiego gimnazjum, nosił tytuł „Nucenie wiernej żony". Tytuł ten podchwycił i powtórzył przekręcając jego brzmienie jakiś kawalarz, który półgłosem odezwał się do swego najbliższego otoczenia: „Młócenie wiernej żony". Skora do dowcipów młodzież jęła ten przekręcony tytuł powtarzać i podawać sobie z ust do ust. Co oczywiście wywołało ogólną wesołość. Kiedy później Jan Wypler przekład tego wiersza opublikował, zatytułował go „Pieśń wiernej żony".

             Aleksander Widera

Źródło: Śląsk